Od 10 lat, przeżywam piękne miesiące pełne miłosnych wyznań i romantycznych chwil. Miesiące te jednak przeplatają się z tymi które niosą tęsknotę, samotność i szarą codzienność. To jak z pół wytrawnym winem, to jego cierpki posmak sprawia, że jest takie dobre.
wtorek, 25 lipca 2017

Dziewczyny, proszę was o pomoc.

Macie dobry gust i na pewno pomożecie

mi rozwiązać ten mały problem.

Wymalowałam sobie sypialnię na jasny wrzos,

kolor śliczny, dokupiłam łóżko, jasny, chłodny odcień drzewa.

W sypialni ma być jeszcze tylko szafa w zabudowie, w kolorze łóżka.

no i może jakie pólki na ścianie, zdjęcia w ramkach.

Tylko, że brak mi inspiracji. Głownie chodzi o te ściany: może dodać drugi kolor,

może coś zawiesić, może foto tapeta.

Nie ma być zbyt lukrowo, ale przytulnie.

Na razie oprócz ścian, łóżka i szafy w zabudowie nie ma nic.

Nawet lampy.

Proszę więc, nadsyłajcie mi jakieś grafiki, inspiracje, co kol wiek,

bo od miesięcy szukam pomysłu i nic, głowa pusta.

23:52, luna1310
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 lipca 2017

Czasami wydaje mi się, że w tym wszystkim nie chodzi o charakter,

a po prostu o uczucie, które łączy dwoje ludzi.

To nie jest tak, że Marynarz powinien szukać żony z pewnymi cechami charakteru.

My nie jesteśmy "Penelopami", my po prostu z czasem się nimi stajemy.

Motywuje nas do tego, uczucie, więź łącząca nas z tym naszym "Odysem".

Nigdy nie myślałam, że będę umiała tak żyć, że stanę się kiedyś taką kobietą jak teraz.

Nie sądziłam, że będę umiała czekać i być w tym wszystkim szczęśliwa.

A teraz? Nie wiem czy bym umiała żyć inaczej?

Czekać do 18 na powrót zmęczonego Męża, uzgadniać jedynie plan dnia jutrzejszego?

Kto odbierze dzieci? Kto je zaprowadzi? Co zrobić na obiad?

Owszem z tego właśnie składa się codzienność.

Ta, której tak często mi brakuje: w porannej kawie, jajecznicy na niedzielne śniadanie.

Ja mam za to, rozmowy do późnej nocy przy lampce wina,

godzinne dyskusje przez telefon, o bzdurach, o których "stacjonarni" zapominają już sobie mówić,

mam codzienne "Kocham Cię", "Tęsknię",

trzymanie się za ręce, po 8 latach małżeństwa,

pierwszą randkę dwa razy do roku i ...   sex z Marynarzem.

Bo po nim żaden inny nie jest już taki sam.

I tu nie chodzi o jurność partnera, ale o to wyczekanie, tęsknotę, namiętność, której nie da się niczym zastąpić.

O wzrok mojego Męża po 8 latach małżeństwa... o to, że w jego oczach widzę nadal to co pierwszy raz błysnęło w nich

gdy mówił : "kocham Cię, ale tylko troszeczkę".

Mamy dwoje dzieci, każde jest moim szczęście. Zbudowałam na nowo siebie, z tych samotnych nocy,

tych rozstań i powrotów, tych momentów załamania i wylewanych nie raz łez.

Tych złych chwil, które nie raz musiałam sama przetrwać i tych dobrych w których nie miałam z kim dzielić się swoim szczęściem.

Jestem inną kobietą, niż wtedy, 11 lat temu.

Bardziej odważną, samodzielną, znającą swoją wartość.

Jestem mamą i dla naszych dzieci, nauczyłam się walczyć o siebie i o nie.

"Żona marynarza to taki twór, który umie żyć bez niego, ale on bez niej już nie koniecznie"

I marynarze, przeważnie dobrze o tym wiedzą.

Dla tego, umieją doceniać swoje żony, wiedzą jak wiele im zawdzięczają.

Obracam się w tym środowisku od dziecka i nigdy nie słyszałam jak

któryś z nich mówi źle o swojej żonie (no chyba, że jest to była żona).

Mój świat to moja rodzina, nie kręci się on w okół mojego męża, 

a jedynie obok, w pełnej harmonii.

Jesteśmy ze sobą, nie z przyzwyczajenia, nie z obowiązku- bo tego u nas nie ma.

Jesteśmy razem, bo chcemy ze sobą spędzać czas i patrzeć w tym samym kierunku.

To mój ulubiony cytat o miłości z Małego Księcia:

"Miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby

patrzeć razem w tym samym kierunku."

23 czerwca minęło 11 lat, od kąt mój Marynarz stanął na mojej drodze,

choć przez chwile, choć przez przypadek, to tego dnia byliśmy razem,

ja zapomniałam, on jak zawsze pamiętał.

Nie wiem co będzie dalej, czy przetrwamy to co nam niesie los, czy będziemy szczęśliwi.

Ale tego nie wie nikt. Ja teraz wiem jedno: nie żałuje i nigdy tych 11 lat żałować nie będę,

bo bez niego nie była bym tym kim jestem.

Świat "lądowy" nie zawsze nas rozumie i prawie nigdy nie orientuje się w naszej codzienności,

ja przestałam jednak od niego tego oczekiwać. To tak jak prosić kota, żeby zrozumiał jak to jest być psem.

Po prostu się nie da. My żyjemy od kontraktu do kontraktu, oni od piątku do piątku.

My przywiązujemy wagę do gestów, oni do dat i słów,

my wysysamy każdą chwilę razem i znamy jej wartość, oni często o tym zapominają.

I chociaż teraz  za bardzo generalizuje, bo na pewno są liczne wyjątki, 

to nie żałuję waszej szarej codzienności, bo wole swoją  dziwną nie codzienność.

Nie twierdze że zawsze jest pięknie i kolorowo, bo nie jest. Nie jest nawet łatwo.

Tylko w jakim małżeństwie jest, pięknie, kolorowo i łatwo, przez cały czas?

Ja mam rozpiskę tych trudnych i łatwych chwil, przynajmniej na rok ( potem dochodzą te nie planowe).

Nie umiem i nie chcę niczego porównywać, bo ile ludzi tyle związków, ile związków tyle pięknych historii,

moja nie jest piękna, ba ... jest nawet prozaiczna, ale jest moja i nikt nie ma prawa, 

dzielić mi małżeństwa na dwa, oceniać, że mniej kocha, mniej zna.

Jestem żoną marynarza, ale jestem też kobietą, matką, córką, koleżanką, siostrą, przyjaciółką.

Mam swój świat bez niego i nie chodzę w pokutnych szatach ze łzami w oczach (przeważnie).

Wręcz przeciwnie, uwielbiam się śmiać, dużo gadam, a różowego nie noszę bo nie lubię.

Uwielbiam za to ludzi, co od razu nie oznacza, że zdradzam męża.

Nie mam takiej potrzeby (czyt. fragment o sex-ie powyżej), czy on jest mi wierny?

Do końca tego nie wie nikt, bywam zazdrosna, bo mam temperament, w końcu jestem żoną marynarza,

a zdrowa zazdrość to przejaw miłości, ale wiem, że mój marynarz jest tylko mój.

Naiwna? Może. Ale jeżeli już,to moja naiwność i mam do niej prawo.

Ja nie oceniam "lądowych" mężów i żon, nie przypinam im łatek i nie oczekuje tego od nich.

Po prostu piszę, żebyście wiedzieli, że my nie jesteśmy nie szczęśliwe, nie jesteśmy nudne, samotne.

Jesteśmy po prostu żonami swoich mężów, ale nie tylko. 

 

 

 

 

02:03, luna1310
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 czerwca 2017

Prawie nikt tu już nie zagląda, ale co się dziwić jak mnie też praktycznie tu nie ma.

Mimo to, dziewczyny myślę o was, czytam, tylko czasu brak na jakie kol wiek pisanie.

Dom mam na głowie, dwoje dzieci, psa i Mąż nie wraca o 18.00 po pracy.

Cały dzień w biegu, a i tak ciągle tego czasu mało.

Jak nie sprzątam, to piorę, jak nie piorę to gotuję,

jak nie gotuję to przewijam, karmię, myję, czeszę,

wyprowadzam na spacer, albo wożę do przedszkola dwie miejscowości dalej.

Czasem jeszcze jakieś urodziny koleżanki, festyn, wyjazd do dziadków na działkę.

i tak od porannej pobudki o 7 (nie liczę nocnego karmienia o 4), do godziny 21,

kiedy to zagonię dzieciaki do łóżek, czas mija mi nawet nie wiem kiedy.

A kiedy oni już śpią, ja jeszcze tylko, podleję trawę, wyniosę śmieci, ogarnę kuchnię, 

przygotuję rzeczy na jutro i padnę nieprzytomna na łóżko.

Dzień przed wyjazdem, Mąż zadał mi pytanie:

- Dasz sobie radę?

- A mam inne wyjście?

- No nie wiem, ale z dwójką dzieci w domu? Magda to jest w ch..j roboty! Naprawdę!

No i jest! A nikt w nocy za ciebie nie wstanie.

Więc, doceniona, zmęczona, ale jednak mimo wszystko szczęśliwa,

proszę was o wybaczeni mi tej ciągłej absencji.

Maluchy chowają się zdrowo, pies żyje, chociaż, czasem mam ochotę go wypchać

i postawić przed kominkiem (którego jeszcze nie mam), bo ucieka diabeł jeden,

a ja chodzę po wsi z wózkiem, zapłakaną Małą i szukam drania.

Ale... Wiecie co..., naprawdę jest mi teraz dobrze. Mam ich wszystkich,

moich, nawet jeśli czasem trochę za daleko. Ale czuje, ze to jest właśnie to.

To jest ten facet. To miejsce. Te moje dzieciaki.

I nawet ten cholerny pies jest mój ( chociaż

wypchany był by grzeczniejszy)

 

poniedziałek, 08 maja 2017

Nabieramy powietrza do ust i powoli wypuszczamy nosem.

Czuje, że właśnie na takim etapie życia teraz jestem.

Po paru miesiącach, zatłoczonych bieżącymi sprawami,

po wywróceniu naszego życia do góry nogami, 

nadszedł czas oddechu.

Jeszcze nie w pełni, jeszcze powietrze z nosa płynie wolnym strumieniem,

ale już czujemy jak ten ciężar leciutko schodzi z naszej klatki piersiowej i pozwala poczuć ulgę.

Mała " o dziwo" bez problemu klimatyzuje się w nowym domu i biega z kilkuletnimi sąsiadami po podwórku.

Tak, że czasu na spanie niem ma. Co będzie jak zaczną się wakacje?

J. z kolei zaaklimatyzował się już na świecie.

Rozwiązaliśmy problem z ulewaniem i odkryliśmy, ze nasze dziecko potrafi się śmiać.

DSC_0409

Matka jednak zrezygnowała z karmienia piersią. J. ulewał po każdym posiłku,

przez to nie sypiał, sen przerywany był chlustami maminego mleka,

a też ile w tym małym żołądku zostawało? Trudno było określić?

Przeszliśmy więc na mleko modyfikowane, dla dzieci ulewających.

I mój synek nagle stał się pogodny, wyspany no i najedzony.

Złapaliśmy dzienny rytm i powoli przesuwamy się do przodu.

dom tez już prawie wykończony, jeszcze tylko

kosmetyczne poprawki, meble do salonu, oj będzie pięknie jak skończę

no i zagospodarować ogród.

A co do ogrodu, to pies mi zdziczał. Zamiast białego kanapowca,

mam szarego podwórko wca. Chyba budę jej kupię.?

No i dobrze, że kwiatów nie będę sadzić,

bo Zdziś przekopuje skrzętnie cały ogródek :-)

A na zakończenie moje dwa skarby razem

DSC_04042

 

16:14, luna1310
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 marca 2017

Dnia 09.02.2017 roku o godz. 13.45 urodził się nasz syn J.

Mama z dzieckiem czują się dobrze.

I w końcu udało nam się za komunikować o tej nowinie całemu światu.

Moje drugie dziecko, przyszło na świat w okresie wielkich zmian.

Nowy dom i jego wykańczanie tak pochłonęło Matkę, 

że nim się zorientowałam był już termin porodu.

Na porodówkę pakowałam się pomiędzy wybieraniem farb do pokoi,

wykańczaniem łazienki, kładzeniem podłóg, projektowaniem kuchni,

balem karnawałowym Małej, powrotem Męża (wrócił 5 dni przed),

a egzaminem na prawo jazdy (zdałam tydzień przed porodem)

Do szpital dotarłam więc z przeświadczeniem, że wiem już wszytko

( w końcu to moje drugie dziecko i drugi poród), no i w mig ogarnę się

po pobycie w szpitalu, spacyfikuje małego, zorganizuje sobie dzień

i jak niby nigdy nic wrócę do wykańczania naszego domu.

Ojj jak bardzo byłam w błędzie!

Już w szpitalu zrozumiałam, że nie będzie łatwo wykaraskać mi się po CC.

Mój 6 lat starszy organizm nie był w stanie zregenerować się tak szybko po operacji.

W 3 dobie, oboje z Mężem zrozumieliśmy, że już nie do końca pamiętamy,

co to znaczy, mieć niemowlę w domu,

a totalnie nie ogarniamy sytuacji,

kiedy to J. nie daje nam przespać nocy i wykończeni padamy o 6 rano,

tylko po to by o 7 obudziła nas Mała, jak zwykle pełna energii. 

Macierzyństwo więc całkowicie mnie zaskoczyło mimo iż jest to moje drugie dziecko.

J. jest jednak całkowicie innym niemowlakiem niż jego starsza siostra, 

a my po tych 6 latach jesteśmy też innymi rodzicami. 

Więc gdy J. wrócił do domu razem ze mną, szybko okazało się,

że nie damy rady powtórzyć dawnych schematów.

Musimy wypracować nowe, inne, bardziej dopasowane do naszego synka, 

nie zaś zerżnięte ze starszej córki.

Pod spodem zdjęcia moich obu pociech w pierwszej dobie ich życia.

które to Mała, a które J.? Kto zgadnie?

 IMG_20170303_121911

DSC_03153

 

 

17:40, luna1310
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 129
Suwaczek ślubny - jesteśmy razem Suwaczek ślubny - jesteśmy razem Suwaczki urodzinowe Wizyty: